O MNIE

Podobno trudno jest mówić o samym sobie. A jeszcze trudniej zrobić to tak, by nikogo tym nie zanudzić. Nie chcąc zniechęcić odwiedzających tę stronę swoim gadulstwem, poprosiłem moją Przyjaciółkę, blogerkę, opowieścioterapeutkę, by napisała coś o mnie. Dalej będziecie mieli już niestety do czynienia z moim słowotokiem. 

 

Historia pewnego chłopca

 

Był sobie z pozoru zwykły chłopiec. Przy bliższym jednak poznaniu dało się zauważyć jego wnikliwość i tak głębokie zainteresowanie światem, że mało które dziecko w jego wieku mogło mu dorównać. Poza tym nic nie różniło go od kolegów, z którymi chodził grać w piłkę, uczył się, wyjeżdżał na wycieczki i po prostu zwyczajnie żył.

 

Kiedy skończył 14 lat, ciężko zachorował. Lekarzom udało się uratować mu życie, ale w konsekwencji powikłań chorobowych chłopiec stracił wzrok. Ponieważ jednak było to dziecko  pełne optymizmu to nad swoim losem użalił się tylko raz. Potem już nigdy nie zapłakał i nie płacze z tego powodu po dziś dzień... Niewątpliwie wielką pomocą i wsparciem było dla niego to, że zawsze mógł liczyć na pomoc rodziny i przyjaciół. Opowiadał mi, że gdyby nie ludzie, których spotkał na początku tej trudnej drogi, nie byłby takim optymistą i nie miałby tyle siły do dalszej walki. Ja wiem jednak swoje: tylko wyjątkowe osoby spotykają na swojej drodze dobro, ponieważ przyciągamy ludzi podobnych do siebie. Ten zwykły, a zarazem niezwykły chłopiec miał więc wyjątkowy dar zjednywania innych. Co ciekawe, prawie nikt nigdy nie patrzył na niego przez pryzmat jego kalectwa, to jest gdzieś daleko, daleko w tyle za tym, jakie na prawdę robi wrażenie. Chłopiec wydoroślał. Przez wszystkie te lata nigdy nie skarżył się na swój los. Uczył się życia w innym świecie, w świecie, który obcy jest nam, widzącym – w świecie ciemności. Miał najlepszą służbę, jaką mógł sobie wymarzyć. Służbą tą były pozostałe zmysły, zawsze czujne, wyostrzone, gotowe zastąpić mu wzrok. Również one przyczyniły się do tego, że skończył liceum, a potem szkołę masażu i odnalazł się w nowej rzeczywistości…

 

Jak żyje dzisiaj

 

Czyta po kilkadziesiąt książek rocznie, uczy się, rozwija, chłonie wiedzę i w interesujący sposób ową wiedzę przekazuje swoim pacjentom. Jest masażystą i pomaga innym nie tylko w dolegliwościach bólowych. On leczy ich dusze. Odpowiada na najtrudniejsze pytania, a swoją wiedzą „zabija” wszelkie troski pacjenta, przy okazji lecząc większe i mniejsze dolegliwości bólowe. Nikt nie wychodzi od niego taki sam, jak przyszedł. Ten ciekawy, intrygujący Dorosły, który kiedyś był zwykłym chłopcem, nieustannie rozwija się zawodowo, zgłębia swoją wiedzę, uczestniczy w kursach i warsztatach, czyta fachową literaturę, e-prasę, wypowiada się na forach, robi internetowe zakupy i przelewy i utrzymuję kontakt ze znajomymi.

To wszystko jest możliwe m.in. dzięki specjalnemu oprogramowaniu komputera. Używa więc go, jak każdy jego widzący kumpel, a kumpli i przyjaciół ma naprawdę wielu.

 

/Patrycja Cichy-Szept/

www.drzewo-zycia.com/

 

Nałogi inaczej

 

Dzięki technice nie musiałem zrezygnować z czytania książek. Korzystam z e-booków i audiobooków, które wśród widzących dopiero teraz stają się popularne. Dla niewidomych ta forma korzystania z literatury to standard od wielu lat. Zresztą czytanie książek to mój jedyny nałóg. Co roku staram się przeczytać ich więcej niż w roku poprzednim. Średnio jest to kilkadziesiąt tytułów rocznie.

 

Uwielbiam też jeździć na rowerze. Gdy się ociepla, razem z siostrą pokonujemy kilometry, jeżdżąc na tandemie. W porze zimowej trenujemy wspólnie z kumplem na rowerach stacjonarnych, korzystając ze Skype i rozprawiając na męskie tematy… Dzięki temu, mimo że dzieli nas 50 kilometrów, podczas treningu pokonujemy „trasę” razem, co świetnie podnosi naszą motywację.

Często spotykam się z przyjaciółmi, wychodzę na koncerty, kabarety czy inne imprezy. Wokół mnie ciągle coś się dzieje. Nie lubię nudy i monotonii, co nie znaczy, że nie dopadała mnie w ciągu dwudziestu kilku ostatnich lat życia w ciemności…

 

Walczyć o siebie

 

Gdy oślepłem, postanowiłem, że nigdy się nie poddam w walce o odzyskanie wzroku. Początkowo lekarze nie dawali mi żadnych szans. Zwróciłem się wtedy do tzw. specjalistów medycyny naturalnej, alternatywnej, ezoteryków i bioenergoterapeutów. Oni też mnie nie wyleczyli. Za to ja wyleczyłem się z nich, choć drogo mnie to kosztowało, nim zmądrzałem i uświadomiłem sobie, że poza złudnymi nadziejami, by nie rzec kłamstwami, nie mają oni nic do zaoferowania.

 

Moją ostatnią próbą przekonania się, czy jest dla mnie jakaś szansa na leczenie, miał być wyjazd do kliniki w Bostonie. Nie doszedł jednak do skutku. Po zapoznaniu się z dokumentacją medyczną amerykańscy lekarze uznali, że jeszcze nic nie da się zrobić. Ale dali mi nadzieję, widząc szansę leczenia moich oczu w niedalekiej przyszłości dzięki rozwijającej się dopiero terapii komórkami macierzystymi.

 

I nigdy się nie poddawać

 

Walczę więc dalej! Chcę odzyskać wzrok. Chcę spełnić swoje marzenie i znowu choćby trochę widzieć. Jestem pragmatykiem i nie liczę już tak jak dawniej na to, że będę widział normalnie. Ale nie poddam się bez walki i nie odpuszczę żadnej realnej szansy na to, by choć trochę poprawić swój standard życia.

 

Nie chciałbym być źle zrozumiany. Nie zafiksowałem się na moim marzeniu. Żyję pełnią życia i nie użalam się w nieutulonej tęsknocie za utraconym wzrokiem nad sobą. Moje marzenie nie powoduje, że wyhamowałem i nic nie robiąc w życiu, czekam na tzw. lepszy czas.  

 

Według mnie każdy normalny człowiek, gdy jego życie staje się zbyt skomplikowane i ciężkie, robi wszystko, by je poprawić, ulepszyć, upiększyć… Dla mnie po raz pierwszy od wielu lat pojawiła się realna nadzieja. Dlatego podjąłem wyzwanie i podniosłem rzuconą mi przez los rękawicę. Jaki będzie rezultat tej mojej życiowej rozgrywki? Pożyję – to być może zobaczę. Jestem zdania, że każdą życiową szansę należy zawsze w pełni wykorzystać, niezależnie od przeszkód, jakie przyjdzie nam pokonać.